Jednak nie tylko mnie kilka chłodnych dni przypomniało o zimie. Zaczęło się przygotowywanie do chłodów pod względem kompletowania ubrań dla dzieciarni. Na tapecie kilka zamówień, a tymczasem wprawka w postaci czapki dla mojej latorośli. Kolor mnie urzekł :D
piątek, 6 września 2013
niedziela, 1 września 2013
Jeszcze nie zima...
Jedynie deszcz za oknem zgrał się ze zmianą letniego sierpnia na jesienny wrzesień. Tymczasem u nas powiało chłodem z innego powodu.
Szperając po necie w poszukiwaniu inspiracji przewija się co jakiś czas włóczkowa torebka sowa. Mega kolorowa, przyciągająca wzrok. Także mojej młodej. Paluchem dziabała w monitor wołając, że taką chce.
Przejrzałam włóczki, które mam w domu i stwierdziłam zawiedziona, że brak tam odpowiedniego zestawienia kolorów. A naciski na torebkę coraz większe.
Zaproponowałam alternatywę pingwinią. Na szczęście spodobała się :D
A nie wykluczam, że ta kolorowa sowa (lub inny zwierzak) też się zdarzy w tak zwanym między czasie ;)
Aby pokazać skalę zgarnęłam z łapanki modelkę. Tylko tak udało mi się złapać na jednym zdjęciu i dziecko i torebkę ;)
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Łąka
Ostatnim razem, gdy byłam u rodziców, zabrałam się za porządkowanie starej szafy. Znalazłam swoją kieckę, w której chodziłam siedemnaście lat temu...
Wykorzystałam materiał ;)
wtorek, 30 lipca 2013
Rehabilitacja?
Ostatni miesiąc upłynął pod znakiem słoników przeplatanych remontem, wyjazdem wakacyjnym i urodzinami domownika. Jak się robi dużo na raz, to jakoś tak nie wszystko da się na raz domknąć. Słonie się właśnie domknęły, zostały jeszcze szczątki remontu... Ale to później.
Tymczasem Słoninka z poprzedniego postu zrobiła furorę w okolicy. I nawet się nie złościłam, jak dwa razy (tylko dwa razy ;)) została wzięta za mysz i raz za mrówkojada :D
Obecna tu para szykuje się do wylotu do domu małej dziewczynki i małego chłopca :)
Staram się, aby każdy słonik miał swój niepowtarzalny charakter.
sobota, 15 czerwca 2013
Czy to słoń, czy to koń?
A może jednak mysz... Czarnobyl cieniem się tu pokłada nadal...
A imię jej Słoninka. Już wiadomo, co to za stworzenie? Robione z "przepisu"... Zakalcem zalatuje. Ale ukochane od razu.
Inka - chyba poproszę od Ciebie jakiś "przepis" - może bardziej udane istoty wyjdą.
PS: Po chwili zastanowienia wychodzi mi, że słonie i myszy mają pewne podobieństwa - uszy, ogony i szary kolor ;)
sobota, 1 czerwca 2013
24-letnia krowa
Nie, nikogo nie przezywam ;) Obiektem moich działań miała być właśnie krowa. Wełniana. A pełnoletnia, ponieważ "przepis" na nią wyciągnęłam z niemieckiej Burdy z 1989 roku. Niemieckiej, po niemiecku. Moja znajomość tego języka nie jest jednak wystarczająca... I efekty widać...
Chociaż im dłużej się przyglądam tej koślawej mordzie, tym bardziej mi się podoba :D
Moje dziecko wycałowywało tego zwierzaka już od momentu, gdy zszyłam brzuch z plecami, a o głowie jeszcze nie myślałam...
Postanowiłam zrobić dobry uczynek i przygarnąć jednak ofiarę. Chyba jest wdzięczna :)
Już jest trochę umęczona, bo noszona jest pod pachą non stop. Śpi z młodą. Służy za poduszkę i wałek pod głowę. Dlatego bardziej parówkę przypomina, niż pękatą mućkę. Ale niech będzie, że tak miało być :)
PS: Kolczyki z poprzedniego wpisu nie znalazły jednak nabywcy. Jak się komuś spodobały, to proszę o znak-sygnał.
piątek, 3 maja 2013
Kolczykowo
Jestem, jestem. Pewne zawirowania się wkradły... Ale już jestem. Parę projektów w trakcie. Tymczasem ze wstydem sobie przypomniałam, że koleżanka kolczyki do bransoletki sobie zażyczyła. Pytanie, czy trafiłam ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

