Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 marca 2017

Lala UNESCO, la la la la la !!!

"Wszystkie kolory świata" to projekt UNESCO. Dzieciaki z rodzicami szyją wg jednego, ustalonego wzoru lalkę. Dołączają metrykę i wystawiają na aukcję, a fundusze zebrane w czasie licytacji finansują szczepionki dla dzieci w Afryce.

Moje dziecko lalkę zaprojektowało ze szczegółami, łącznie z podaniem numeru ralowskiego odcienia skóry lalki !!! Udało się :)

Poznajcie Zuri. Zuri ma 5 lat i pochodzi z Dakaru w Senegalu.





































A tu, dla porównania, ciemnoskóra (sic!) lalka, którą szyłam sama jakieś 30 lat temu, będąc na początku podstawówki.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Na fali Pożyczalskich...


Czasami mam wrażenie, że różne tematy się w życiu grupują... Na przykład, przez trzydzieści parę lat swojego życia nie słyszałam o podobno szeroko znanym fakcie, że ośmiornice potrafią się upodabniać do otoczenia w sposób naprawdę zdumiewający. Od chwili uzupełnienia swojej wiedzy w tym zakresie, w ciągu paru miesięcy, bez dodatkowych zabiegów z mojej strony, dane mi było obejrzeć jeden film przyrodniczy, dwa fabularne oraz trzy kreskówki, w których metamorfozy ośmiornic stanowiły jeden z głównych tematów.


Podobnie było ostatnio z domami dla lalek...

Jakiś czas temu przypomniałam sobie, że w dzieciństwie zachwycili mnie Pożyczalscy. Postanowiłam uszczęśliwić tematem swoją sześciolatkę, bo podejrzewałam, że trafi to do niej. Nie myliłam się :D Wciągnęła się na całego, teraz czytamy drugą część. Ale jeszcze w pierwszej części Chłopiec przynosił Pożyczalskim mebelki z domu dla lalek. To 1!

Dowiedziałam się o istnieniu w Warszawie Muzeum Domów dla Lalek. To 2!

Będąc ostatnio u rodziców przypomniałam sobie z kolei, że dobre dwadzieścia lat temu budowałam dom dla lalek, korzystając z pewnego wydawnictwa, które w comiesięcznych odcinkach uszczęśliwiało mnie kolejnymi fragmentami sklejki z wytłoczonymi zarysami elementów mebli i konstrukcji budynku. Ostały się tylko mebelki. Do domu dla lalek. To 3!

Wpadła mi w ręce informacja, że we wspomnianym Muzeum prowadzone są w wakacje warsztaty dla dzieci. Robi się akcesoria wakacyjne dla lalek. To 4!

I jak ja mam przejść obojętnie obok tematu domu dla lalek ???

Dziś byłyśmy w tym Muzeum - nadal jestem pełna zachwytu. Polecam bardzo mocno. Już na samym wejściu dzieciaki są zachwycone ;)



Przeglądając zdjęcia z tej wystawy, miałam wrażenie, że to prawdziwe wnętrza. Zachwycało wszystko - domy mieszkalne, sklep z tkaninami, poczta, apteka, salon sukien ślubnych, szkoła dla szczurów ;) Zdjęć nie wstawiam, bo to trzeba obejrzeć na żywo.











A na warsztatach dziś dzieciaki robiły klapki japonki dla lalek. Moje dziecię zrobiło dwa różne. Wytłumaczyła, że to dla Pippi Pończoszanki, bo ona zwariowana jest ;)

 
A dwudekadowe mebelki z mojego... chciałam napisać "dzieciństwa", ale ja wtedy miałam jakieś 16 lat... z mojej młodości przytargałyśmy do domu. Udało mi się je, pod pretekstem obczyszczenia, sfotografować, bo są mocno używane obecnie i nie wiem, jak długo wytrzymają.
Nigdy nie byłam dobra w precyzyjnym działaniu, tym bardziej jestem pod wrażeniem samej siebie, że to wszystko jakoś stworzyłam.












Ale w samozachwyt wpadłam, gdy odnalazłam robione własnoręcznie serwetę, dywan i poduszkę. Teraz im szydełko, czy druty grubsze, tym lepiej. To robiłam chyba na igłach...




niedziela, 10 lipca 2016

Rey DIY

Zorganizowałam się, pokonałam cierpnięcie rąk, ogarnęłam noworodka w domu i oporządziłam starsze dziecko, które zafiksowało się właśnie na Gwiezdne Wojny, a dokładniej na starwarsową Rey. Karnawału dawno nie ma, a może jeszcze do niego długo, ale dziecko zarządziło, że na tematyczne urodziny kolegi pójdzie w stroju swojej idolki. Matka uszyj. 

Uszyłam. Częściowo na skróty poszłam, ale spodnie są jak najbardziej uszyte. I dumnam z nich !!! Mają jeszcze fajny wywijany ściągacz na górze.

I pas z torebką też uszyłam, ale była to akcja bardzo szybka, na półśpiąco robiona, późno w nocy.

Dziecko szczęśliwe, efekt końcowy jest nawet ok, choć kija nie mamy pod ręką. Musiała wystarczyć połamana drapaczka z chińskimi znakami ;)


niedziela, 1 września 2013

Jeszcze nie zima...

Jedynie deszcz za oknem zgrał się ze zmianą letniego sierpnia na jesienny wrzesień. Tymczasem u nas powiało chłodem z innego powodu.

Szperając po necie w poszukiwaniu inspiracji przewija się co jakiś czas włóczkowa torebka sowa. Mega kolorowa, przyciągająca wzrok. Także mojej młodej. Paluchem dziabała w monitor wołając, że taką chce.

Przejrzałam włóczki, które mam w domu i stwierdziłam zawiedziona, że brak tam odpowiedniego zestawienia kolorów. A naciski na torebkę coraz większe.

Zaproponowałam alternatywę pingwinią. Na szczęście spodobała się :D

A nie wykluczam, że ta kolorowa sowa (lub inny zwierzak) też się zdarzy w tak zwanym między czasie ;)


Aby pokazać skalę zgarnęłam z łapanki modelkę. Tylko tak udało mi się złapać na jednym zdjęciu i dziecko i torebkę ;)


wtorek, 30 lipca 2013

Rehabilitacja?

Ostatni miesiąc upłynął pod znakiem słoników przeplatanych remontem, wyjazdem wakacyjnym i urodzinami domownika. Jak się robi dużo na raz, to jakoś tak nie wszystko da się na raz domknąć. Słonie się właśnie domknęły, zostały jeszcze szczątki remontu... Ale to później.

Tymczasem Słoninka z poprzedniego postu zrobiła furorę w okolicy. I nawet się nie złościłam, jak dwa razy (tylko dwa razy ;)) została wzięta za mysz i raz za mrówkojada :D

Obecna tu para szykuje się do wylotu do domu małej dziewczynki i małego chłopca :)


Staram się, aby każdy słonik miał swój niepowtarzalny charakter.


Zdjęcia prawie paszportowe ;)







sobota, 15 czerwca 2013

Czy to słoń, czy to koń?

A może jednak mysz... Czarnobyl cieniem się tu pokłada nadal... 

A imię jej Słoninka. Już wiadomo, co to za stworzenie? Robione z "przepisu"... Zakalcem zalatuje. Ale ukochane od razu.

Inka - chyba poproszę od Ciebie jakiś "przepis" - może bardziej udane istoty wyjdą.




PS: Po chwili zastanowienia wychodzi mi, że słonie i myszy mają pewne podobieństwa - uszy, ogony i szary kolor ;)

sobota, 1 czerwca 2013

24-letnia krowa

Nie, nikogo nie przezywam ;) Obiektem moich działań miała być właśnie krowa. Wełniana. A pełnoletnia, ponieważ "przepis" na nią wyciągnęłam z niemieckiej Burdy z 1989 roku. Niemieckiej, po niemiecku. Moja znajomość tego języka nie jest jednak wystarczająca... I efekty widać...

Chociaż im dłużej się przyglądam tej koślawej mordzie, tym bardziej mi się podoba :D

Moje dziecko wycałowywało tego zwierzaka już od momentu, gdy zszyłam brzuch z plecami, a o głowie jeszcze nie myślałam...

Postanowiłam zrobić dobry uczynek i przygarnąć jednak ofiarę. Chyba jest wdzięczna :)


Już jest trochę umęczona, bo noszona jest pod pachą non stop. Śpi z młodą. Służy za poduszkę i wałek pod głowę. Dlatego bardziej parówkę przypomina, niż pękatą mućkę. Ale niech będzie, że tak miało być :)


PS: Kolczyki z poprzedniego wpisu nie znalazły jednak nabywcy. Jak się komuś spodobały, to proszę o znak-sygnał.


środa, 23 stycznia 2013

Biedroneczko...

A my właśnie po balu. Biedroneczka się wybiegała, teraz śpi. Chyba. A ja się chwalę, bom dumna z siebie :D Drugie w życiu spotkanie z maszyną do szycia uważam za zwycięskie :D


Pamiętam z dziecięcych lat, że mama szyła mi stroje na Bale Przebierańców. Miała taki zbiór kart pocztowych z projektami strojów dla dzieci. Udało nam się to odnaleźć i postanowiłam sama swemu dziecku uszyć biedronkę. A tak naprawdę to tylko skrzydełka, bo spódniczkę wyciągnęłam z szafy.

Dla ciekawych - okładka i wykrój z wydawnictwa z 1979 roku:


A tu krótki opis wykonania. Nic trudnego, jeśli mnie wyszło w miarę wyjściowo :D

Kupiłam czerwoną podszewkę, czarną fizelinę z klejem, czarny cienki filc i czarną wstążkę. Z podszewki i z fizeliny wycięłam dwa skrzydełka, na jedno skrzydełko była jedna forma z podszewki i jedna z fizeliny.

Złożyłam podszewkę i fizelinę prawymi stronami do siebie, zszyłam krótszy prosty bok i tę krawędź falistą. Wywinęłam na prawą stronę, starannie wyprostowałam brzegi i zaprasowałam, przypalając krawędź skrzydełka ;) Przypalać nie radzę, bo ślad mało estetyczny został :)

Przeprasowanie spowodowało sklejenie fizeliny i podszewki.

Na dłuższej prostej krawędzi uformowałam pięć zaszewek, przeszyłam. Złożyłam oba skrzydełka obok siebie, z małą zakładką i do obydwu przyszyłam tasiemkę czarną, której końce stworzyły troczki do zawiązania pod brodą. Pomocna tu jest taśma lamówkowa, cięta ze skosu.

Na koniec wycięłam z filcu krążki i zwykłym klejem biurowym przykleiłam do skrzydełek. Kropki na spódniczce musiałam przyszyć, bo inaczej wyglądały niechlujnie. Już sama spódniczka ma zawirowania estetyczne, więc te kropki musiały tam być mocno przytwierdzone.


Na czułki wykorzystałam opaskę do włosów, do której doczepiłam włochate druciki ukształtowane odpowiednio.

I biedrona fruwała bez zarzutu :D


piątek, 11 stycznia 2013

Tak, sówka

Od dwóch dni nie dosypiam dość ostro i czasu brakło na jakąś świeżą robotę, więc korzystam z niedawnych jeszcze tworów. Do mojego obecnego, niedospanego, stanu pasuje nocne zwierzątko - sowa. Tak, to jest sówka :)

Jakiś czas temu, jedna z moich koleżanek, wyszperała w siedzi dzierganą sówkę. Zakochana przyatakowała mnie, że też taką chce. Że ma śliczny brzuszek i w ogóle jest super. Zbierałam się w sobie, kombinowałam z doborem włóczek, szydełek i drutów. W końcu zaczęłam dziergać. Nie jestem mocna w szczególikach, nie mam cierpliwości i często odpuszczam, ale jak obiecałam, to słowa dotrzymać musiałam. I sówka już jest na świcie :D

Męczyłam się z brzuszkiem, ściegiem dżersejowym, drutami nr 2 - jak dla mnie to robota jak dla zegarmistrza :) Skrzydełka też druciane - same prawe oczka. Stópki, dziób i oczy są na szydełku robione. Pierwotnie oczy miały być ze zwykłych guzików, ale jak przymierzałam różne, to przy tych aktualnych okazało się, że sowa naprawdę na mnie patrzy :D Na koniec uszy i ogon - w celu stabilizacji i sowa gotowa.

 Czuję, że każda następna byłaby lepsza :D