Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 marca 2017

Lala UNESCO, la la la la la !!!

"Wszystkie kolory świata" to projekt UNESCO. Dzieciaki z rodzicami szyją wg jednego, ustalonego wzoru lalkę. Dołączają metrykę i wystawiają na aukcję, a fundusze zebrane w czasie licytacji finansują szczepionki dla dzieci w Afryce.

Moje dziecko lalkę zaprojektowało ze szczegółami, łącznie z podaniem numeru ralowskiego odcienia skóry lalki !!! Udało się :)

Poznajcie Zuri. Zuri ma 5 lat i pochodzi z Dakaru w Senegalu.





































A tu, dla porównania, ciemnoskóra (sic!) lalka, którą szyłam sama jakieś 30 lat temu, będąc na początku podstawówki.

czwartek, 11 grudnia 2014

Adwentowe wyjątki cz. 2

Kompozycja - dzieć.
Materiały - hipermarket.
Taśma montażowa - dzieć plus matka, z przewagą matki.


sobota, 29 listopada 2014

Adwentowe wyjątki cz. 1

Wyjątkiem owym nr 1 jest praca mojego czteroletniego dziecka. Oddaję chwilowo scenę dzieciarni. Jako rasowa matka, jestem nieobiektywna, ale cieszę się, że młoda chce coś robić i ma, obiektywnie, zdolności manualne.

Kalendarz adwentowy wymyśliłam ja, później pomysł mocno uprościłam, a wykonała prawie samodzielnie Biśka. Działałyśmy na zasadzie "jedynka ze sternikiem", z czego ja byłam sternikiem.


Założenie proste - pudełka po zapałkach oklejone kolorowym papierem, z nalepionymi numerkami od 1 do 25. Całość nanizana na sznurek i rozciągnięta na regale.

Proces twórczy:
I finito:









środa, 18 grudnia 2013

Pachnąco...

Święta już tuż. Choinka adwentowa coraz więcej bombek ma, zamiast cyfr i liczb. Drobne prace non stop w rękach, a efektów końcowych brak... Z pomocą młodsze pokolenie przybyło i pachnące bombki mandarynkowe stworzyło :D Proszę docenić, bo to bardzo młode pokolenie ;)

Cierpliwości starczyło na trzy mandarynki i pół paczuszki goździków. Supełki już matka musiała wiązać, a dziecko przyklaskiwało z radością, bo kolor bardzo supełków podpasował. Innych nie było...

Na propozycję powąchania zasmarkanym nosem swojej twórczości dziecko stwierdziło zdecydowanie, że "dla mnie to śmieldzi tlośkę". Cynamon za to nie chciał pachnieć w ogóle...

PS: Modelkę ubierała... modelka...

środa, 20 listopada 2013

Adwentowo... za chwilę...

Pierwszy raz w tym roku postanowiłam coś zrobić w temacie kalendarza adwentowego. Ze względu na młodą. Ale nic bezinteresownie ;) Uczy się literek i cyferek, i liczenia - będzie miała trochę praktyki ;) A na osłodę drobiazg codziennie :D


Kalendarz jest zbieraniną drewnianych spinaczy, maźniętych zielonym markerem i ułożonych w kształt choinki. Każdy spinacz, to jeden z 24 dni Adwentu. Przypięte do nich są okrągłe kartoniki z liczbami, które po odwróceniu ukazują bombkę choinkową. Ostatni kartonik, to gwiazda, czyli Gwiazdka.


środa, 13 marca 2013

Ruszyła maszyna...

Tak naprawdę maszyna jeszcze nie ruszyła, bo jeszcze jej w posiadaniu nie mam, ale pracuję nad tym ;) Tymczasem stuknął mi następny rok na liczniku i w ramach prezentu dostałam sztuczną maszynę... Nie jest to moje dzieło, ale pokażę, bo u  mnie na razie posucha. Mam kilka rozpoczętych projektów, ale jeszcze są w proszku.

Cudo, którego nie miałam sumienia nożem ruszyć -->


A detale były perfekcyjne -->


A ja wracam do roboty...

piątek, 8 lutego 2013

Na kanwie

Na kanwie ...chciałoby się zapytać - czego? A to po prostu na kanwie :) Bardzo prosta, ale efektowna, technika haftowania. Prostsza od klasycznych krzyżyków, bo w kanwie są oczka. Do tego igła z tępym czubkiem i włóczka w małych motkach. Idealne na pierwszy kontakt z haftem.

Tym razem haftem na kanwie wykończyłam torebkę. A raczej torebka jest dodatkiem do haftu.




Kilka takich haftów wykonałam i z doświadczenia mogę podpowiedzieć, że dobrze jest przygotowywać do pojedynczego nawleczenia krótkie kawałki włóczki, ponieważ częste przeciąganie jej przez oczka kanwy powoduje, że się mechaci i traci na wyglądzie. Gdy włóczka się kończy, nie należy jej zawiązywać na supełek, tylko końcówkę przeciągnąć pod wykonanym już haftem. Oczywiście po lewej stronie robótki.


Dobrze jest mieć się na baczności, jeśli chodzi o ściąganie robótki. Ścieg powinien przylegać do kanwy, ale nie być naciągnięty, bo powoduje to zniekształcenia pracy. Standardowo na koniec robótkę należy naciągnąć (i przyczepić np. pinezkami do kawałka drewienka) i spryskać wodą. Po wyschnięciu nabierze wtedy swojego końcowego kształtu.

Przyjemnie jest nosić coś, co zrobiło się samemu :)

PS: Wzór zaczerpnięty z wydawnictwa z lat `90 ubiegłego wieku.





środa, 30 stycznia 2013

Pokojowo dzieciowo

Przez ostatnich parę lat uzbierało się trochę rzeczy, które robiłam tak "przy okazji".


Do zrobienia wieszaczka przekonały mnie naklejki piankowe, które dostaliśmy w prezencie i za nic nie było na nie miejsca. Dokupiłam drewnianą półkę, kawałek filcu, wieszaczki łazienkowe, rafię, parę wkrętów i uchwytów i wieszaczek jest. Użytkujemy, sprawdza się i nawet pasuje do przedpokoju :D

Pierwotnie wieszakiem miało być drzewo, które w efekcie jest tylko dekoracją. Zrobioną z filcu, ocieplacza i kleju biurowego. Stelaż jest tekturowy, przylepiony do ściany na klej montażowy.

W tak zwanym międzyczasie potrzebny stał się ścienny organizer na pieluchy, kremiki, grzebyki i inne pierdółki. To moja pierwsza w życiu praca na maszynie do szycia. Jestem z niej dumna :D

Dziecko rosło i więzienie go w zamkniętym łóżeczku stało się trochę... niehumanitarne :D A że nasze łóżeczko nie miało wyjmowanych szczebelków, to w ruch poszła piłka do metalu. Ciach, ciach i dwa szczebelki poszły się... przespacerować. Żeby jednak trochę kontroli nad dziecięciem mieć, to postanowiłam uszyć tzw. gorsecik, który sznurowany był na noc przez jakiś czas. Prosty projekt - kawałek materiału, podwinięty naokoło (rękami krawcowej sąsiadki), z wybitymi, metalowo obrobionymi oczkami. Te oczka już sama nabijałam. Sznurek się walał po domu. I gotowe :)

Z kolei parę lat temu (optymistka ze mnie - to było paręnaście lat temu...) miałam kawałek niebieskiej flaneli i wzór na pingwinki haftowane krzyżykami. Wyhaftowałam. I nic więcej, bo pomysłu nie miałam na zużytkowanie nielotów. "Dzieło" leżało w szafie, nabierało mocy i trach! Okazało się, że po remoncie i konieczności podcięcia drzwi zrobił się zbyt duży prześwit na dole. Postanowiłam z pingwinów wałek progoocieplacz zrobić. Wypełnienie ocieplaczem dostępnym w każdej pasmanterii.

A przy okazji progoocieplaczy. Dzieć nasz lubi siedzieć przy drzwiach balkonowych. Zimą to mało przyjemne, bo po prostu zimno niemiłosiernie jest. I powstało to:



Kanapa z resztki pokrowca na łóżko i kawałków materacyka piankowego. Zdaje egzamin koncertowo. A stanowisko obserwacyjne bardziej przytulne się wydaje :)

środa, 23 stycznia 2013

Biedroneczko...

A my właśnie po balu. Biedroneczka się wybiegała, teraz śpi. Chyba. A ja się chwalę, bom dumna z siebie :D Drugie w życiu spotkanie z maszyną do szycia uważam za zwycięskie :D


Pamiętam z dziecięcych lat, że mama szyła mi stroje na Bale Przebierańców. Miała taki zbiór kart pocztowych z projektami strojów dla dzieci. Udało nam się to odnaleźć i postanowiłam sama swemu dziecku uszyć biedronkę. A tak naprawdę to tylko skrzydełka, bo spódniczkę wyciągnęłam z szafy.

Dla ciekawych - okładka i wykrój z wydawnictwa z 1979 roku:


A tu krótki opis wykonania. Nic trudnego, jeśli mnie wyszło w miarę wyjściowo :D

Kupiłam czerwoną podszewkę, czarną fizelinę z klejem, czarny cienki filc i czarną wstążkę. Z podszewki i z fizeliny wycięłam dwa skrzydełka, na jedno skrzydełko była jedna forma z podszewki i jedna z fizeliny.

Złożyłam podszewkę i fizelinę prawymi stronami do siebie, zszyłam krótszy prosty bok i tę krawędź falistą. Wywinęłam na prawą stronę, starannie wyprostowałam brzegi i zaprasowałam, przypalając krawędź skrzydełka ;) Przypalać nie radzę, bo ślad mało estetyczny został :)

Przeprasowanie spowodowało sklejenie fizeliny i podszewki.

Na dłuższej prostej krawędzi uformowałam pięć zaszewek, przeszyłam. Złożyłam oba skrzydełka obok siebie, z małą zakładką i do obydwu przyszyłam tasiemkę czarną, której końce stworzyły troczki do zawiązania pod brodą. Pomocna tu jest taśma lamówkowa, cięta ze skosu.

Na koniec wycięłam z filcu krążki i zwykłym klejem biurowym przykleiłam do skrzydełek. Kropki na spódniczce musiałam przyszyć, bo inaczej wyglądały niechlujnie. Już sama spódniczka ma zawirowania estetyczne, więc te kropki musiały tam być mocno przytwierdzone.


Na czułki wykorzystałam opaskę do włosów, do której doczepiłam włochate druciki ukształtowane odpowiednio.

I biedrona fruwała bez zarzutu :D


piątek, 11 stycznia 2013

Tak, sówka

Od dwóch dni nie dosypiam dość ostro i czasu brakło na jakąś świeżą robotę, więc korzystam z niedawnych jeszcze tworów. Do mojego obecnego, niedospanego, stanu pasuje nocne zwierzątko - sowa. Tak, to jest sówka :)

Jakiś czas temu, jedna z moich koleżanek, wyszperała w siedzi dzierganą sówkę. Zakochana przyatakowała mnie, że też taką chce. Że ma śliczny brzuszek i w ogóle jest super. Zbierałam się w sobie, kombinowałam z doborem włóczek, szydełek i drutów. W końcu zaczęłam dziergać. Nie jestem mocna w szczególikach, nie mam cierpliwości i często odpuszczam, ale jak obiecałam, to słowa dotrzymać musiałam. I sówka już jest na świcie :D

Męczyłam się z brzuszkiem, ściegiem dżersejowym, drutami nr 2 - jak dla mnie to robota jak dla zegarmistrza :) Skrzydełka też druciane - same prawe oczka. Stópki, dziób i oczy są na szydełku robione. Pierwotnie oczy miały być ze zwykłych guzików, ale jak przymierzałam różne, to przy tych aktualnych okazało się, że sowa naprawdę na mnie patrzy :D Na koniec uszy i ogon - w celu stabilizacji i sowa gotowa.

 Czuję, że każda następna byłaby lepsza :D

sobota, 22 grudnia 2012

Gwiazdkowy start

Startuję :) Za namową pewnej piegowatej istoty, postanowiłam zadziałać. Wyzwanie to dla mnie, bo nie za bardzo umiem chwalić się tym, co robię. Zbyt jestem surowa w ocenie własnej pracy. Wiem, że czasami stworzę coś fajnego... Tyle, że nie zawsze...

Dziś dorzucę świątecznie - gwiazdkę na czubek choinki. Z przymrużeniem oka można powiedzieć, że jest...ciekawa :D

Postaram się co weekend coś wrzucić. Na przemian - coś nowego i coś starego. Błękitnego i pożyczonego nie będzie - nie ta bajka :)

Tymczasem Wesołych Świąt wszystkim :)