piątek, 3 maja 2013

Kolczykowo

Jestem, jestem. Pewne zawirowania się wkradły... Ale już jestem. Parę projektów w trakcie. Tymczasem ze wstydem sobie przypomniałam, że koleżanka kolczyki do bransoletki sobie zażyczyła. Pytanie, czy trafiłam ;)




poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Łowicka Jamajka

Wsysło mnie na jakiś czas, ale już wróciłam. Z nowym czymś, za co już zostałam zbesztana... Ale co tam, zobaczymy, jak się będzie użytkować.

Otóż przed świętami wypatrzyłam w pasmanterii kolorową włóczkę. Jakoś mi chyba wiosny brakowało, liczyłam na ciepłą Wielkanoc i włóczkę wzięłam. I udziergałam... coś. Ni to sweter, ni to bluza, ni to kurtka. Coś pomiędzy. Jeszcze nie skończone, bo jakieś guziki muszę wykombinować, ale już się młoda stroiła, więc fotki mam.


Powiedzmy, że zdjęcia robocze - obiecuję wstawić końcowe ;)

Projekt/wykrój był mocno prymitywny, wymyślony przeze mnie. Opiszę po kolei i liczę na podpowiedzi od bardziej zaawansowanych, co następnym razem zrobić inaczej.

Zaczęłam od poddania się urokowi kolorów na pasmanteryjnej półce.


Próbki porobiłam, różne szydełka wypróbowałam i zdecydowałam się na cienkie - 2,5, bo wtedy splot był taki porządniejszy, na czym mi zależało.

Postanowiłam przód i tył zrobić jako jeden kawałek. Zaczęłam, jak to szydełkiem, od dołu. I rozpędem dokończyłam plecy.


Do tego dorobiłam przody, które widać na następnym zdjęciu.


Tutaj też widać, że obrobiłam na zielono pachy, a dół i poły na czarno. Po druzgocącej krytyce czarną włóczkę sprułam i zastąpiłam ją również zielonym kolorem. Jeden z przodów ma szerszą lamówkę i wyrobioną dziurkę na guzik.

Jakby się przypatrzeć zdjęciu wyżej i porównać z efektem końcowym, to widać również, że zrobiłam korektę grubości tzw. ramiączek, czyli tych części przodów, które mają być zszyte na ramieniu.

Tu już zdjęcie z zielonym w roli głównej i dorobionym kołnierzem o szerokości dwa razy większej, niż ostateczna. Kołnierz ten podwinęłam i przyszyłam, żeby stworzyć stójkę pod szyją.


Teraz najgorsze... Rękaw. Wyszedł prawie idealnie. Tu jeszcze jako element oddzielny.


Po paru próbach udało się zszyć rękawy i korpusik, choć już miałam ochotę przyjąć, że to jednak miała być kamizelka...

Do efektu końcowego brakuje jeszcze trzech dużych, kolorowych guzików w górnej części wdzianka. Jutro idę na polowanie.

środa, 13 marca 2013

Ruszyła maszyna...

Tak naprawdę maszyna jeszcze nie ruszyła, bo jeszcze jej w posiadaniu nie mam, ale pracuję nad tym ;) Tymczasem stuknął mi następny rok na liczniku i w ramach prezentu dostałam sztuczną maszynę... Nie jest to moje dzieło, ale pokażę, bo u  mnie na razie posucha. Mam kilka rozpoczętych projektów, ale jeszcze są w proszku.

Cudo, którego nie miałam sumienia nożem ruszyć -->


A detale były perfekcyjne -->


A ja wracam do roboty...

poniedziałek, 4 marca 2013

W marcu...

...jak w garncu. To jedyne usprawiedliwienie, czemu dopiero teraz zmotałam czapę dla młodej. Pieskowa czapka za ciepła już, a wiosenny beret jeszcze za lekki.

Wykorzystałam część czapki, którą, w połączeniu z polarem, zrobiłam młodej na zimę. Teraz dodziergałam fragmenty i mamy komplet z szyjogrzejem ;)


Ścieg "ślimaczy" już opisywałam. I już pokazywałam. Do tego dorobiłam biały pasek na drutach i wykończyłam szydełkiem. "Ośmiornicę" na czubku zrobiłam z pięciu "wstążeczek" robionych na drutach.

Do wiosny jakoś dociągniemy :D

niedziela, 17 lutego 2013

Biżu, biżu...

Czas na błyskotki.

Jak większość rzeczy, które do tej pory pokazałam, są to przedmioty wykonane dla kogoś.

Pierwsza była bransoletka z ametystu i kryształów górskich. Dla mojej mamy. Jako dodatek do naszyjnika, który jej kupiłam. Ale sam naszyjnik wydawał się jakiś nagi. Dokupiłam materiały i w jeden wieczór stworzyłam komplet. Zainteresowana nie zauważyła różnicy :)


Następnie kolczyki. Dla koleżanki. Trochę zabawy z wyginaniem drucików w trójwymiarową formę, z zielonym kamykiem. A wyzwaniem było zrobić drugi identyczny :)


Druga para kolczyków, to maksi-kółka. Prosta, geometryczna forma, do tego nieregularne kamyki - również ametyst i kryształ górski.


Bransoletki w kolorach fioletowych i różowych. Dla dziewczynki. W sumie nie wiem, czy są noszone, ale mam nadzieję, że się spodobały :)


Tu troszkę fioletu. Urzekły mnie te perłowe koraliki :D


piątek, 8 lutego 2013

Na kanwie

Na kanwie ...chciałoby się zapytać - czego? A to po prostu na kanwie :) Bardzo prosta, ale efektowna, technika haftowania. Prostsza od klasycznych krzyżyków, bo w kanwie są oczka. Do tego igła z tępym czubkiem i włóczka w małych motkach. Idealne na pierwszy kontakt z haftem.

Tym razem haftem na kanwie wykończyłam torebkę. A raczej torebka jest dodatkiem do haftu.




Kilka takich haftów wykonałam i z doświadczenia mogę podpowiedzieć, że dobrze jest przygotowywać do pojedynczego nawleczenia krótkie kawałki włóczki, ponieważ częste przeciąganie jej przez oczka kanwy powoduje, że się mechaci i traci na wyglądzie. Gdy włóczka się kończy, nie należy jej zawiązywać na supełek, tylko końcówkę przeciągnąć pod wykonanym już haftem. Oczywiście po lewej stronie robótki.


Dobrze jest mieć się na baczności, jeśli chodzi o ściąganie robótki. Ścieg powinien przylegać do kanwy, ale nie być naciągnięty, bo powoduje to zniekształcenia pracy. Standardowo na koniec robótkę należy naciągnąć (i przyczepić np. pinezkami do kawałka drewienka) i spryskać wodą. Po wyschnięciu nabierze wtedy swojego końcowego kształtu.

Przyjemnie jest nosić coś, co zrobiło się samemu :)

PS: Wzór zaczerpnięty z wydawnictwa z lat `90 ubiegłego wieku.





środa, 30 stycznia 2013

Pokojowo dzieciowo

Przez ostatnich parę lat uzbierało się trochę rzeczy, które robiłam tak "przy okazji".


Do zrobienia wieszaczka przekonały mnie naklejki piankowe, które dostaliśmy w prezencie i za nic nie było na nie miejsca. Dokupiłam drewnianą półkę, kawałek filcu, wieszaczki łazienkowe, rafię, parę wkrętów i uchwytów i wieszaczek jest. Użytkujemy, sprawdza się i nawet pasuje do przedpokoju :D

Pierwotnie wieszakiem miało być drzewo, które w efekcie jest tylko dekoracją. Zrobioną z filcu, ocieplacza i kleju biurowego. Stelaż jest tekturowy, przylepiony do ściany na klej montażowy.

W tak zwanym międzyczasie potrzebny stał się ścienny organizer na pieluchy, kremiki, grzebyki i inne pierdółki. To moja pierwsza w życiu praca na maszynie do szycia. Jestem z niej dumna :D

Dziecko rosło i więzienie go w zamkniętym łóżeczku stało się trochę... niehumanitarne :D A że nasze łóżeczko nie miało wyjmowanych szczebelków, to w ruch poszła piłka do metalu. Ciach, ciach i dwa szczebelki poszły się... przespacerować. Żeby jednak trochę kontroli nad dziecięciem mieć, to postanowiłam uszyć tzw. gorsecik, który sznurowany był na noc przez jakiś czas. Prosty projekt - kawałek materiału, podwinięty naokoło (rękami krawcowej sąsiadki), z wybitymi, metalowo obrobionymi oczkami. Te oczka już sama nabijałam. Sznurek się walał po domu. I gotowe :)

Z kolei parę lat temu (optymistka ze mnie - to było paręnaście lat temu...) miałam kawałek niebieskiej flaneli i wzór na pingwinki haftowane krzyżykami. Wyhaftowałam. I nic więcej, bo pomysłu nie miałam na zużytkowanie nielotów. "Dzieło" leżało w szafie, nabierało mocy i trach! Okazało się, że po remoncie i konieczności podcięcia drzwi zrobił się zbyt duży prześwit na dole. Postanowiłam z pingwinów wałek progoocieplacz zrobić. Wypełnienie ocieplaczem dostępnym w każdej pasmanterii.

A przy okazji progoocieplaczy. Dzieć nasz lubi siedzieć przy drzwiach balkonowych. Zimą to mało przyjemne, bo po prostu zimno niemiłosiernie jest. I powstało to:



Kanapa z resztki pokrowca na łóżko i kawałków materacyka piankowego. Zdaje egzamin koncertowo. A stanowisko obserwacyjne bardziej przytulne się wydaje :)