wtorek, 30 lipca 2013

Rehabilitacja?

Ostatni miesiąc upłynął pod znakiem słoników przeplatanych remontem, wyjazdem wakacyjnym i urodzinami domownika. Jak się robi dużo na raz, to jakoś tak nie wszystko da się na raz domknąć. Słonie się właśnie domknęły, zostały jeszcze szczątki remontu... Ale to później.

Tymczasem Słoninka z poprzedniego postu zrobiła furorę w okolicy. I nawet się nie złościłam, jak dwa razy (tylko dwa razy ;)) została wzięta za mysz i raz za mrówkojada :D

Obecna tu para szykuje się do wylotu do domu małej dziewczynki i małego chłopca :)


Staram się, aby każdy słonik miał swój niepowtarzalny charakter.


Zdjęcia prawie paszportowe ;)







sobota, 15 czerwca 2013

Czy to słoń, czy to koń?

A może jednak mysz... Czarnobyl cieniem się tu pokłada nadal... 

A imię jej Słoninka. Już wiadomo, co to za stworzenie? Robione z "przepisu"... Zakalcem zalatuje. Ale ukochane od razu.

Inka - chyba poproszę od Ciebie jakiś "przepis" - może bardziej udane istoty wyjdą.




PS: Po chwili zastanowienia wychodzi mi, że słonie i myszy mają pewne podobieństwa - uszy, ogony i szary kolor ;)

sobota, 1 czerwca 2013

24-letnia krowa

Nie, nikogo nie przezywam ;) Obiektem moich działań miała być właśnie krowa. Wełniana. A pełnoletnia, ponieważ "przepis" na nią wyciągnęłam z niemieckiej Burdy z 1989 roku. Niemieckiej, po niemiecku. Moja znajomość tego języka nie jest jednak wystarczająca... I efekty widać...

Chociaż im dłużej się przyglądam tej koślawej mordzie, tym bardziej mi się podoba :D

Moje dziecko wycałowywało tego zwierzaka już od momentu, gdy zszyłam brzuch z plecami, a o głowie jeszcze nie myślałam...

Postanowiłam zrobić dobry uczynek i przygarnąć jednak ofiarę. Chyba jest wdzięczna :)


Już jest trochę umęczona, bo noszona jest pod pachą non stop. Śpi z młodą. Służy za poduszkę i wałek pod głowę. Dlatego bardziej parówkę przypomina, niż pękatą mućkę. Ale niech będzie, że tak miało być :)


PS: Kolczyki z poprzedniego wpisu nie znalazły jednak nabywcy. Jak się komuś spodobały, to proszę o znak-sygnał.


piątek, 3 maja 2013

Kolczykowo

Jestem, jestem. Pewne zawirowania się wkradły... Ale już jestem. Parę projektów w trakcie. Tymczasem ze wstydem sobie przypomniałam, że koleżanka kolczyki do bransoletki sobie zażyczyła. Pytanie, czy trafiłam ;)




poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Łowicka Jamajka

Wsysło mnie na jakiś czas, ale już wróciłam. Z nowym czymś, za co już zostałam zbesztana... Ale co tam, zobaczymy, jak się będzie użytkować.

Otóż przed świętami wypatrzyłam w pasmanterii kolorową włóczkę. Jakoś mi chyba wiosny brakowało, liczyłam na ciepłą Wielkanoc i włóczkę wzięłam. I udziergałam... coś. Ni to sweter, ni to bluza, ni to kurtka. Coś pomiędzy. Jeszcze nie skończone, bo jakieś guziki muszę wykombinować, ale już się młoda stroiła, więc fotki mam.


Powiedzmy, że zdjęcia robocze - obiecuję wstawić końcowe ;)

Projekt/wykrój był mocno prymitywny, wymyślony przeze mnie. Opiszę po kolei i liczę na podpowiedzi od bardziej zaawansowanych, co następnym razem zrobić inaczej.

Zaczęłam od poddania się urokowi kolorów na pasmanteryjnej półce.


Próbki porobiłam, różne szydełka wypróbowałam i zdecydowałam się na cienkie - 2,5, bo wtedy splot był taki porządniejszy, na czym mi zależało.

Postanowiłam przód i tył zrobić jako jeden kawałek. Zaczęłam, jak to szydełkiem, od dołu. I rozpędem dokończyłam plecy.


Do tego dorobiłam przody, które widać na następnym zdjęciu.


Tutaj też widać, że obrobiłam na zielono pachy, a dół i poły na czarno. Po druzgocącej krytyce czarną włóczkę sprułam i zastąpiłam ją również zielonym kolorem. Jeden z przodów ma szerszą lamówkę i wyrobioną dziurkę na guzik.

Jakby się przypatrzeć zdjęciu wyżej i porównać z efektem końcowym, to widać również, że zrobiłam korektę grubości tzw. ramiączek, czyli tych części przodów, które mają być zszyte na ramieniu.

Tu już zdjęcie z zielonym w roli głównej i dorobionym kołnierzem o szerokości dwa razy większej, niż ostateczna. Kołnierz ten podwinęłam i przyszyłam, żeby stworzyć stójkę pod szyją.


Teraz najgorsze... Rękaw. Wyszedł prawie idealnie. Tu jeszcze jako element oddzielny.


Po paru próbach udało się zszyć rękawy i korpusik, choć już miałam ochotę przyjąć, że to jednak miała być kamizelka...

Do efektu końcowego brakuje jeszcze trzech dużych, kolorowych guzików w górnej części wdzianka. Jutro idę na polowanie.

środa, 13 marca 2013

Ruszyła maszyna...

Tak naprawdę maszyna jeszcze nie ruszyła, bo jeszcze jej w posiadaniu nie mam, ale pracuję nad tym ;) Tymczasem stuknął mi następny rok na liczniku i w ramach prezentu dostałam sztuczną maszynę... Nie jest to moje dzieło, ale pokażę, bo u  mnie na razie posucha. Mam kilka rozpoczętych projektów, ale jeszcze są w proszku.

Cudo, którego nie miałam sumienia nożem ruszyć -->


A detale były perfekcyjne -->


A ja wracam do roboty...

poniedziałek, 4 marca 2013

W marcu...

...jak w garncu. To jedyne usprawiedliwienie, czemu dopiero teraz zmotałam czapę dla młodej. Pieskowa czapka za ciepła już, a wiosenny beret jeszcze za lekki.

Wykorzystałam część czapki, którą, w połączeniu z polarem, zrobiłam młodej na zimę. Teraz dodziergałam fragmenty i mamy komplet z szyjogrzejem ;)


Ścieg "ślimaczy" już opisywałam. I już pokazywałam. Do tego dorobiłam biały pasek na drutach i wykończyłam szydełkiem. "Ośmiornicę" na czubku zrobiłam z pięciu "wstążeczek" robionych na drutach.

Do wiosny jakoś dociągniemy :D